Makówki

Poznaj mnie bliżej

Adrianna Mamak

Jak to się stało, że postanowiłam zająć się niszą, jaką jest dzienna opieka nad dziećmi do lat 3? Dlaczego zdecydowałam się samodzielnie opiekować piątką maluchów, a dziś uczę tego inne kobiety?

Cóż, ta historia zaczęła się od zachwytu. Ale po drodze było też trochę buntu, kilka życiowych zakrętów i całkiem sporo rzeczy, na które po prostu nie potrafiłam się zgodzić.

MOJA HISTORIA

Wszystko zaczęło się od małego człowieka

W 2016 roku na świecie pojawiła się moja córka. Obserwowanie jej rozwoju sprawiło, że bez reszty zakochałam się w tym pierwszym etapie ludzkiego życia. W dziecięcej autentyczności, wytrwałości, szczerości i niezwykłej umiejętności bycia tu i teraz.

Zaczęłam czytać, szkolić się i zgłębiać tajniki neurobiologii, rozwoju mózgu oraz różnych nurtów wychowawczych. Chciałam zrozumieć, jak mądrze towarzyszyć małemu człowiekowi w dorastaniu. Jak wspierać jego rozwój, nie odbierając mu naturalnej ciekawości świata. I jak wychowywać dzieci dla świata, a nie dla siebie.

W 2017 roku pojawiło się pierwsze marzenie: własny żłobek. Ale nie taki zwyczajny. Marzyłam o kameralnym, bliskościowym miejscu, w którym dzieci są naprawdę zauważane, a rodzice aktywnie uczestniczą w życiu placówki.

Postanowiłam więc zdobyć doświadczenie i zatrudniłam się w żłobku.

No i właśnie wtedy zaczęły się schody.

Sześć miesięcy wystarczyło, żebym wiedziała, czego NIE chcę

Szybko zrozumiałam, jak bardzo moje wyobrażenie o opiece nad najmłodszymi różni się od rzeczywistości, którą zastałam.

Nie podobało mi się podejście dyrekcji do pracowników. Nie podobało mi się to, jak niektórzy pracownicy traktowali dzieci, rodziców, a nawet siebie nawzajem.

Miałam coraz silniejsze poczucie, że w tym wszystkim za mało jest miejsca na człowieka. Tego małego i tego dorosłego.

Po sześciu miesiącach powiedziałam sobie: dość.

Odeszłam, zaczęłam pracować jako niania i planować otwarcie własnego miejsca. Życie miało jednak wobec mnie nieco inne plany. Splot trudnych wydarzeń osobistych sprawił, że musiałam odłożyć marzenie o żłobku na później.

Praca niani, która miała być tylko etapem przejściowym, została ze mną na dłużej.

I całe szczęście!

Czasem trzeba zboczyć z obranej drogi, żeby trafić dokładnie tam, gdzie trzeba

W prywatnych domach czułam się jak ryba w wodzie.

Bliska współpraca z rodzinami, opieka jeden na jeden i codzienna obecność w życiu dzieci pokazały mi, że moje kompetencje nie ograniczają się do pracy z najmłodszymi. Potrafię również budować relacje z rodzicami, wspierać ich w wychowaniu i wspólnie szukać rozwiązań.

Uwierzyłam, że naprawdę mogę stworzyć dla małych ludzi coś wyjątkowego. Coś swojego. Na własnych zasadach.

Zaczęłam szukać rozwiązania, które pozwoliłoby mi połączyć to, co najbardziej ceniłam w pracy niani, z tym, czego brakowało mi w żłobku.

Czytałam ustawę, szukałam informacji, wydzwaniałam do urzędów. I w końcu odkryłam, że istnieje możliwość prowadzenia dziennej opieki nad kilkorgiem dzieci we własnym mieszkaniu.

Nie musiałam otwierać żłobka, żeby stworzyć miejsce, o jakim marzyłam!

Był styczeń 2021 roku.

Już w lutym rozmawiałam z pierwszymi rodzicami, a w maju Makówka oficjalnie rozpoczęła działalność. Z dwójką pierwszych małych podopiecznych. W czerwcu dołączyła do nas trzecia dziewczynka.

Tak narodziła się Makówka.

Nie jako mniejsza wersja żłobka. Nie jako alternatywa dla niani.

Ale jako miejsce, które miało czerpać to, co najlepsze z obu tych światów.

MOJE PODEJŚCIE

Bo opieka nad dziećmi to nie jest ich „pilnowanie”

Od początku wiedziałam, że chcę czegoś więcej.

Dla mnie dzienna opieka to aktywny udział w wychowaniu małych ludzi. To świadome wspieranie ich rozwoju, wykorzystywanie niezwykłego potencjału pierwszych lat życia i budowanie fundamentów pod kolejne etapy edukacji.

To również ogromna odpowiedzialność za własne postawy.

Bo dzieci chłoną jak gąbka. Nie tylko słowa, ale też nasz sposób patrzenia na świat, reagowania na trudności, radzenia sobie z emocjami i traktowania innych ludzi.

Nie wystarczy więc lubić dzieci, żeby być dobrą opiekunką. Trzeba również chcieć pracować nad sobą.

Z tych przekonań zaczęły wyrastać rozwiązania, które dziś są fundamentem Makówki.

Edukacja poniemowlęca. Bo małe dzieci zasługują na coś więcej niż przypadkowe zajęcia

Nie wierzę w sztywne harmonogramy zajęć rozpisane na cały rok, niezależnie od tego, jakie dzieci tworzą grupę i czym aktualnie się interesują.

Nie zgadzam się również ze stwierdzeniem, że dzieci do trzeciego roku życia potrzebują wyłącznie swobodnej zabawy.

Swobodna zabawa jest niezwykle ważna. Ale małe dzieci potrzebują również mądrych, uważnych przewodników.

Dlatego stworzyłam autorski nurt edukacji poniemowlęcej.

Opiera się on na spiralnej metodzie nauczania i pracy w blokach tematycznych, które trwają tydzień lub dłużej. Każdy temat realizujemy w trzech wzajemnie uzupełniających się obszarach: podczas lekcji w kole, pracy przy stoliku oraz swobodnych zabaw towarzyszących.

Opiekunka jest tutaj prawdziwym człowiekiem orkiestrą.

Jest przygotowana, ma pomysł i plan. Ale ten plan nie jest świętością.

Może go zmienić, odłożyć, rozbudować. Podążać za zainteresowaniami dzieci, ich potrzebami, pomysłami i aktualnym nastrojem grupy.

Bo to program ma służyć dzieciom, a nie dzieci realizacji programu.

Jedzenie, które nie spada z nieba

Kolejnym ważnym elementem Makówki stał się program żywieniowo-rozwojowy.

Nie przekonują mnie jadłospisy, w których w kółko powtarzają się te same dania, bez zachęcania dzieci do poznawania nowych smaków.

A już zupełnie nie podoba mi się traktowanie jedzenia wyłącznie jako gotowego produktu, który pojawia się przed dzieckiem na talerzu. Jakby spadł z nieba.

Przecież kuchnia to jeden z najbardziej fascynujących światów, jakie możemy pokazać małemu człowiekowi!

Dlatego w Makówce stawiamy na zbilansowane, sezonowe jedzenie przygotowywane przez opiekunkę oraz aktywne włączanie dzieci w życie kuchni.

Wspólnie gotujemy, przygotowujemy produkty, wyciskamy soki. Dotykamy, wąchamy, smakujemy, obserwujemy.

Dzieci poznają jedzenie wszystkimi zmysłami, rozwijają samodzielność i budują poczucie sprawstwa.

Bo jedzenie to nie tylko zaspokajanie głodu. To również fantastyczna okazja do nauki, odkrywania świata i budowania relacji.

RELACJE I ROZWÓJ MAKÓWKI

Rodzic nie jest problemem. Rodzic jest partnerem

Jest jeszcze coś, bez czego Makówka nigdy nie byłaby Makówką.

Relacje z rodzicami.

W świecie opieki nad dziećmi nieraz słyszałam o „trudnych” czy „konfliktowych” rodzicach. Tymczasem ja przez lata swojej pracy nie doświadczyłam czegoś, co nazwałabym konfliktem z rodzicem.

Nie dlatego, że zawsze we wszystkim się zgadzaliśmy.

Ale dlatego, że od początku traktowałam dzienną opiekę jako partnerstwo w wychowaniu.

Rodzic i opiekunka nie stoją po przeciwnych stronach barykady. Jesteśmy jedną drużyną, która stoi murem za dzieckiem.

Mamy różne role, ale wspólny cel.

Rodzic buduje przede wszystkim tę najważniejszą, bezpieczną więź. Opiekunka wnosi do życia dziecka dodatkowe doświadczenia, wspiera jego rozwój społeczny, samodzielność i funkcjonowanie w grupie.

Dzięki rozmowie, otwartej komunikacji i wzajemnemu zaufaniu możemy stworzyć naprawdę solidny fundament.

Fundament, na którym dziecko buduje swoje kompetencje, poczucie własnej wartości, wiarę we własne możliwości i przekonanie:

„Jestem ważny. Jestem ważna. Mam znaczenie”.

Dziś nie jestem już w Makówce sama

Zaczynałam od swojego mieszkania, kilku małych podopiecznych i przekonania, że opieka nad najmłodszymi może wyglądać inaczej.

Dziś uczę tego inne kobiety.

Pokazuję im, jak tworzyć własne miejsca dziennej opieki, budować wspierające relacje z rodzicami i świadomie towarzyszyć dzieciom w rozwoju.

Uczę, jak być przewodnikiem, a nie jedynie organizatorem dziecięcego czasu. Jak brać odpowiedzialność za własne błędy, wyciągać z nich wnioski i nieustannie rozwijać swoje kompetencje.

I przede wszystkim — jak prowadzić opiekę na własnych zasadach, nie tracąc z oczu tego, co najważniejsze.

Bo wierzę, że praca dziennego opiekuna to znacznie więcej niż zawód.

To odpowiedzialność. To relacje. To codzienne, małe działania, które mają wpływ na całe przyszłe życie młodego człowieka.

I tak, jestem z tego wszystkiego niesamowicie dumna!

Z tego, że nie zgodziłam się na bylejakość. Że nie porzuciłam swojego pomysłu, choć po drodze musiałam go zupełnie zmienić. I że dziś moja niezgoda na pewne rzeczy pomaga innym kobietom tworzyć coś naprawdę wartościowego.

A pomyśleć, że wszystko zaczęło się od zachwytu nad jedną małą dziewczynką.

Masz pytanie?
Porozmawiajmy.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o Makówce lub po prostu o coś zapytać — jesteśmy tu dla Ciebie.

Przewijanie do góry